Minimalizm lekiem na całe zło?

Z pojęciem minimalizmu spotkałam się już dużo wcześniej. Można powiedzieć, że to on skłonił mnie do otworzenia oczu i uświadomienia sobie, że mam problem z nadmiarem rzeczy. Dzięki zainteresowaniu się tematem, przestałam też kupować. Kosztowało mnie to wiele pracy, nerw i łez. Naprawdę nie było to dla mnie łatwe, ponieważ jestem kompulsywną zakupoholiczką, ale się udało. Mój stan posiadania nie zwiększył się od kilku miesięcy. Pozostał jedynie problem co zrobić z tymi wszystkimi rzeczami, które nagromadziłam. I tu właśnie w pierwszym odruchu pomyślałam, że po prostu zostanę minimalistką. No dobrze, ale czym tak właściwie ten minimalizm jest?

Photo by Philipp Berndt on Unsplash
Photo by Philipp Berndt on Unsplash

Minimalizm w moim odczuciu

Minimalizm jest narzędziem, które ma nam pomóc w pozbyciu się nadmiaru zbędnych rzeczy z naszego życia na korzyść skupienia się na tym co jest naprawdę ważne, co w rezultacie pozwoli nam odnaleźć szczęście, spełnienie i prawdziwą wolność. Wolność od zmartwień, lęków, depresji, poczucia winy. Minimalizm ma pomóc nam odszukać w życiu cel i drogę do jego realizacji. Ma nadać naszemu istnieniu sens, tak abyśmy żyli świadomie tu i teraz a nie tylko egzystowali. Główne zalety takiego stylu życia to: mniej stresu, brak długów, mniej wydatków, mniej sprzątania, więcej wolności i przestrzeni, więcej czasu na bycie kreatywnym, dla rodziny, na hobby, więcej czasu na odpoczynek, lepsze zdrowie, lepsza produktywność, równowaga emocjonalna, szczęścieBrzmi pięknie i kusząco prawda? Po prostu życie idealne. Minimalizm robi się aktualnie coraz bardziej popularny i uważam, że naprawdę coś w tym jest. Myślę, że takie pozbycie się nadmiaru dóbr materialnych ale i również negatywnych relacji i innych czynników, które nie wnoszą żadnej pozytywnej wartości do naszego życia może pomóc nam przewartościować nasze priorytety i ocenić co jest dla nas naprawdę ważne. Tylko, że to wcale nie jest takie proste i nie dla każdego. I chyba też nie do końca dla mnie. Przeczytałam sporo ciekawych blogów na ten temat, obejrzałam mnóstwo filmików na youtubie i tak trafiłam na serię postów na blogu The Minimalists, które w pierwszym momencie wydawały się być idealnym rozwiązaniem moich problemów.

Ludwig Mies van der Rohe, pawilon barceloński

21 day journey into minimalism

Metoda ta polega na tym, że przez jeden dzień musimy spakować cały nasz dobytek tak jakbyśmy mieli się następnego dnia wyprowadzić. Pakujemy absolutnie wszystko łącznie z przedmiotami codziennego użytku takimi jak np. pasta i szczoteczka do zębów, a rzeczy których spakować się nie da (telewizor, kanapa, krzesła) przykrywamy jakimś materiałem. I teraz kiedy zostaliśmy z pustymi szafkami nie mając przy sobie nic, każdego kolejnego dnia rozpakowujemy tylko te rzeczy, które są nam w codziennym życiu stuprocentowo potrzebne. Czyli następnego dnia rano wyjmujemy rzeczoną pastę i szczoteczkę do zębów, szampon, mydło, gąbkę, kubek do kawy, kawę, ubranie na dany dzień, telefon itd. Dzięki temu po 21 dniach zostaniemy z rzeczami, które są nam faktycznie do życia niezbędne i konieczne, a całą resztę naszego stanu posiadania schowaną w pudłach możemy sprzedać, wydać, wyrzucić. 
W pierwszym momencie, pomyślałam sobie wow to naprawdę super pomysł. Jednak po chwili przyszła refleksja i pojawiło się całe mnóstwo pytań. Po pierwsze mieszkam na typowym mały metrażu w bloku i jeśli spakuję swoje wszystkie rzeczy do pudeł to najnormalniej w świecie nie będę miała gdzie ich trzymać. Po drugie nie mieszkam sama, więc nie wszystko jest tylko i wyłącznie moje i do mojego użytku. Po trzecie wydaje mi się, że to nie jest do końca dobra metoda kiedy ma się tych rzeczy dużo za dużo i nie wie się co gdzie jest i co się właściwie ma. Mam wrażenie, że pozbywanie się rzeczy tylko dlatego żeby się ich pozbyć to nie do końca właściwa droga. Obawiam się, że przegapię coś naprawdę ważnego, wyrzucę za dużo i później będę żałować. W rezultacie zamiast czuć się lepiej poczuję się jeszcze gorzej i skończy się to wielkimi zakupami. Nie wiem też na ile dosłownie mam tą metodę potraktować, ponieważ mieszkam w Polsce, gdzie jak wiadomo są cztery pory roku. Teraz jest ciepło i na pewno przez następne 21 dni nie będzie mi do szczęścia potrzebna żadna z moich zimowych kurtek o kozakach czy rękawiczkach nie wspominając. Są też takie przedmioty, których nie używa się często lub korzysta się z nich tylko sezonowo. Nie chcę pozbywać się czegoś, żeby za parę miesięcy lecieć do sklepu i kupować to znowu, bo dla mnie to bez sensu. Nawet jeśli to jest tylko głupia taśma klejąca za kilka złotych.

Tak jak pisałam wcześniej idea minimalizmu bardzo mi się podoba i jest niezwykle inspirująca, jednak dla mnie jest zbyt ekstremalna, zostawia za dużo pytań i po prostu nie czuję tego do końca i nie wiem jeszcze jak to sensownie przełożyć na moje życie. A może po prostu biorę to wszystko zbyt dosłownie? Temat na pewno mnie interesuje i będę go zgłębiać.

Jakie są Wasze odczucia odnośnie minimalizmu? Potrafilibyście tak, żyć?

2 komentarze

  1. O rany ten sposób z pakowaniem wszystkiego to taki ekstremalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z jednej strony bardzo ekstremalny i wydaje mi się, że też dla wielu osób może być ciężki do wykonania. Z drugiej strony to fajny eksperyment.

      Usuń

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz. Czytam wszystkie, więc na pewno do Ciebie zajrzę w wolnej chwili. Jeśli mnie zaobserwujesz, to daj mi znać w komentarzu. Wszelaki spam i linki usuwam. | Thank you for every comment. I read them all, so I will definitely visit you in my free time. If you follow me, let me know in the comment. I remove all the spam and links.